Jak w ogóle nazywa się wynalazca plastiku zapytał Anglik David przy trzecim Bintangu. Prawdopodobnie John Plastik odpowiedział Holender Johan po szóstym araku. Powinno się go powiesić za jaja skonstatował David. Ta głęboka prawda jest szczególnie aktualna w Azji. Nie ma bowiem takiej pory deszczowej, która zmyje wszystkie plastikowe torebki, puszki, słomki i inne śmiecie, które każdy beztrosko wyrzuca tu na ulicę. Widzieliśmy już plastikowe plaże, plastikowe dna morskie, plastikowe ulice i plastikowe chodniki. Są też plastikowe wioski i całe plastikowe miasta. Mamy wyrzucają papierki po lizakach swoich dzieci, ojcowie wyrzucają puste paczki po papierosach, dzieci wyrzucają puste butelki po napojach a babcie puste torebki po curry. Dziadkowie wdeptują w to wszystko kiepy i w ten sposób Azję ogarnia plastikowy mrok.
Wczoraj spotkaliśmy Marcusa, emerytowanego lekarza ze Szwajcarii, który postanowił sobie, że będzie podróżował w ekologiczny sposób. Tam gdzie to możliwe idzie na piechotę lub korzysta z uprzejmości ludzi, którzy chcą go podwieźć. Stara się nie latać samolotami i nigdy ale to nigdy nie wypożycza skutera. Do Singapuru trafił na pokładzie statku cargo, co kosztowało go 3 razy więcej niż samolot, ale nie obciążyło tak bardzo bilansu energetycznego. Trzy dni temu z okazji 104 urodzin swojej mamy postanowił posprzątać plażę w Labuan Bajo. Wieczorem był bardzo zmęczony.
To prawda, że pewnym utrudnieniem w utrzymaniu czystości miast jest to, że prawie nie ma koszy na śmiecie. Nie wiemy do końca dlaczego ich nie ma, nie jest to jednak problem w Indonezji nierozwiązywalny. Widzieliśmy na własne oczy, że w powiatowym mieście Bajawa udało się opanować morze syfu, który produkują ludzie. John Plastik wrzucany jest tam do stojących przed każdym domem pustych beczek po ropie, które dostają w ten sposób szansę na drugie porządne życie. To właśnie Bajawa, w której przyszło nam spędzić sylwestra, wydaje się najczystszym miastem, które widzieliśmy w Indonezji. Ktoś pomyślał, wydał odpowiednie rozporządzenie i jakoś się udaje. Jasne, że nie wszyscy od razu się podporządkowali, jasne, że Bajawa ciągle jest lata świetlne za Singapurem, ale od czegoś trzeba zacząć. Można? Oczywiście, że można.
Skąd bierze się brud i śmiecie na ulicy. Z tradycji wyrzucania wszystkiego pod nogi oczywiście. Ponieważ jednak wiemy z Polskiej kinematografii, że tradycja to coś ekstra to przyzwyczajenia trudno zmienić z dnia na dzień. Kiedyś, zanim John Plastik wstał rano i połączył celulozę, kazeinę, kauczuk, węgiel i jeszcze kilka innych elementów, pod nogi wyrzucano liście banana, drewno i papier. Teraz każde tradycyjne wyrzucenie plastiku pod nogi to od 100 do 1000 lat ciężkiej pracy dla matki ziemi.
Dlaczego syf w Azji mnie denerwuje? Bo jestem estetą. Bardzo egoistyczne.
Poniżej zdjęcie Waranów z Komodo wylegujących się na błotnistej ziemi. Warany z Komodo nie jadają plastiku. Jadają większe kręgowce. Z łatwością poradziłyby sobie z Johnem Plastikiem, który zamyślił się nad losem na zdjęciu numer dwa.


*Ten wpis powstał wyłącznie przy użyciu energii słonecznej i Bintanga.